Stara to prawda, że poziom sztuk takich jak teatr czy muzyka zespołowa, rodzących się zbiorowo i odbieranych w sposób zbiorowy, bywa - w większym stopniu niż inne dziedziny aktywności twórczej - odzwierciedleniem poziomu i zbiorowego potencjału kulturalnego społeczności, w której i dla której są one tworzone. Pisarz bowiem czy malarz może - przynajmniej teoretycznie - śpiewać jako ten ptak wolny, nie oglądając się na nikogo, a nawet wyzywająco głosząc, iż dopiero potomność doceni jego dzieło (jeśli, rzecz jasna, ów twórca wynajdzie sobie jakieś zastępcze źródła utrzymania, co wcale nie jest przypadkiem rzadkim). Natomiast teatr czy żywa muzyka (nie mówię o nagraniach) - nie mogą istnieć bez publiczności, do której gustów, nawyków i potrzeb muszą się jakoś dostosowywać, stając się niejako ich uzewnę-trznieniem.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp