Za co mieli nas lubić?
Debata parlamentarna o pracy mojego rządu, zarzuty, które padały ze strony lewicy i części centrystów, i wynik czwartkowego głosowania jednoznacznie świadczą o tym, że Rada Najwyższa wystąpiła przeciwko polityce odmawiania preferencji rozmaitym grupom finansowo-politycznym działającym wbrew interesom państwa. Parlament zagłosował przeciw wprowadzaniu uczciwych, przejrzystych i równych zasad gry dla wszystkich podmiotów gospodarczych, co jest szczególnie ważne w czasie wielkiej prywatyzacji, która toczy się dziś na Ukrainie.
Wynik głosowania nie był dla mnie niespodzianką. Zdawałem sobie sprawę, że walka z nieefektywnym systemem rozdzielania dóbr państwowych rozmaitym strukturom, branżom, regionom nie spotka się z powszechnym aplauzem. Świadomie podjąłem niepopularne kroki. Mój rząd podwyższył ceny na produkcję rolną, ropę, gaz. Dzięki temu poszczególne gałęzie gospodarki zaczęły się wreszcie rozwijać, zmniejszyło się w nich pole do korupcji. Wypełniliśmy dawno podjęte przed międzynarodowymi instytucjami finansowymi zobowiązanie do podwyższenia opłat komunalnych. Zwiększyliśmy przy tym dotacje i pomoc dla najuboższych. Wydaliśmy wojnę darmowemu rozdawaniu surowców energetycznych, powstrzymując w ten sposób kradzież bogactwa narodowego. Państwowe pieniądze zaczęły wreszcie płynąć w przejrzysty sposób. Zahamowaliśmy proceder przekazywania przedsiębiorstw państwowych w tzw. zarząd osób prywatnych.
Za co więc mieli nas lubić ci, którzy stracili możliwość łatwego bogacenia się? Wojna informacyjna przeciwko mojemu rządowi toczyła się 15 miesięcy. Przekupione media, nie wyłączając telewizji państwowej, stosowały przeciwko nam niegodne, rzekłbym nawet goebbelsowskie metody.
Oto prawdziwa przyczyna tego, że część frakcji parlamentarnych, których interesów rząd nie zaspokajał, doprowadziła do rozpadu popierającej rząd większości. Frakcje te wystąpiły przeciwko programowi, na które same rok temu głosowały. Mniej dziwi mnie to, że przeciwko rządowi głosowali komuniści, którzy nigdy nie popierali naszego programu. Jeżeli jednak komuniści rzeczywiście tak troszczą się o "biednych ludzi", to powinni przyznać, że mój rząd zrobił dla nich najwięcej.
Na polityce mojego rządu skorzystały miliony Ukraińców, którym zwróciliśmy zaległe pensje i emerytury. Zaczęliśmy wypłacać je regularnie, a nawet podwyższać je. Wygrali także przedsiębiorcy, którzy chcą prowadzić uczciwy biznes.
Cokolwiek by się działo, jestem pewien, że mój rząd zrobił dobrą robotę. Postawił poprzeczkę tak wysoko, że żaden następny gabinet nie będzie mógł odstąpić od tej polityki. Bez reform i wzrostu gospodarczego nie będzie można co dwa miesiące podwyższać emerytur, a co pół roku pensji pracownikom sfery budżetowej - jak robił to mój rząd.
Cieszę się, że po półtora roku mojej pracy w rządzie posada premiera stała się tak atrakcyjna. Kiedy obejmowałem ten urząd, nie było "kamikadze" gotowych wziąć odpowiedzialność za kraj. Świadczy to o tym, że dziś większość problemów już mamy za sobą. Gospodarka się rozwija, tam, gdzie było to niezbędne, przeprowadzono porządki. Dlatego uważam, że czas skorzystać ze swoich sukcesów i na ich fali wejść do parlamentu.
"Dziecko" wzrostu ekonomicznego jest jednak jeszcze malutkie. Powinniśmy je chronić i pieścić, a nie poddawać próbom na wytrzymałość. Gospodarka może nie wytrzymać eksperymentów politycznych. Trzeba szukać zgody co do kierunku i tempa reform, ale nikogo to nie ciekawi. Ważne są za to stanowiska. Jeden z deputowanych, który głosował za moją dymisją, powiedział wprost: "Daj pan porządzić". Mój rząd nie szedł na taki handel. Dzięki temu mogę z dumą powiedzieć, że nie wstydzę się swojej pracy. I chociaż nie wszystko się udało, to mogę uczciwie spojrzeć ludziom w oczy. Służyliśmy Ukrainie, jej interesom i niczemu innemu.
Dzień po dymisji
Wiktor Juszczenko przekazał wczoraj prezydentowi Leonidowi Kuczmie wniosek o dymisję całego rządu. Kuczma przyjął ją i polecił Juszczence pełnić obowiązki premiera do czasu wyłonienia nowego gabinetu.
Natalia Zarudna, rzecznik Juszczenki, nie wyklucza, że premier stanie na czele szerokiego bloku centrowego przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Namawiają go do tego liderzy partii opozycyjnych wobec Kuczmy. Juszczenko przyznał, że prowadzi konsultacje w tej sprawie. Była wicepremier i członek opozycyjnego Forum Ocalenia Narodowego Julia Tymoszenko, którą po wyjściu z więzienia typowano na przywódczynię opozycji, mówiła w piątek, że jeśli Juszczenko przystąpi do opozycji, to ona będzie pracować w jego cieniu. - Juszczenko to przyszły prezydent - stwierdziła Tymoszenko, która powołała wczoraj sztab ds. organizacji referendum w sprawie odsunięcia Kuczmy.