KOMISARZE MINISTRÓW
Prezydent Leonid Kuczma tłumaczy, że wprowadzenie sekretarzy stanu to "logiczna konsekwencja reformy administracyjnej". Teoretycznie mają być oni odpowiedzialni za techniczną stronę działania rządu. "Ich obowiązkiem jest zapewnienie organizacyjnych, prawnych, ekspercko-administracyjnych, informacyjnych i materialno-technicznych aspektów pracy gabinetu" - czytamy w dekrecie Kuczmy. - Praktycznie wszystkie mechanizmy wpływu skupią się w rękach sekretarzy - przyznaje bez ogródek Wołodymyr Łytwyn, szef administracji prezydenta.
Prezydent mianuje sekretarzy na pięć lat i będą oni praktycznie nieusuwalni. Misja mianowanych w czwartek sekretarzy zakończy się wraz z kadencją Kuczmy, czyli w 2,5 roku po wygaśnięciu obecnej kadencji parlamentu (kończy się w marcu 2002 r.). Sekretarze będą odpowiadać za wykonanie budżetu poszczególnych ministerstw oraz wyznaczać przedstawicieli resortów w regionach. Dekret prezydenta przewiduje także, że ministrowie zostaną pozbawieni zastępców, za to każdy sekretarz stanu będzie miał ich aż dwóch. Nie wiadomo, kto powinien zastępować ministra, gdy ten pojedzie w delegację.
Kuczma twierdzi, że wprowadzenie sekretarzy uzdrowi system polityczny na Ukrainie. Jego zdaniem ministrowie powinni być wyłącznie politykami opracowującymi strategię poszczególnych resortów, zaś jej wcieleniem w życie winni zajmować się tylko sekretarze. - Rząd będzie teraz dekoracją - uważa Ołeksandr Moroz, lider stojących w opozycji do Kuczmy socjalistów. Była wicepremier Julia Tymoszenko określa to jeszcze dobitniej. - To logiczne przekształcenie autorytaryzmu w dyktaturę - mówi. Ukraińska konstytucja mówi, że najwyższym organem władzy wykonawczej jest rząd. Teraz jednak premier nie będzie mógł odwołać sekretarza stanu. Politycy opozycji zapowiedzieli już, że zaskarżą dekret o sekretarzach do sądu konstytucyjnego.
Krytycznie o dekrecie Kuczmy wypowiadają się nawet zazwyczaj przychylni prezydentowi eksperci. - Skoro ministrowie nie będą mieli prawa odwoływać sekretarzy, to ci będą całkowicie ignorować ministrów. Będą albo realizować politykę prezydenta, albo jeśli ten ich nie dopilnuje, wypełniać swoje biurokratyczne obowiązki - mówi Mychajło Pochrebiński, politolog wchodzący w skład prezydenckiej Rady Ekspertów ds. Polityki Wewnętrznej. Pierwszym sekretarzem stanu w rządzie - czyli, jak się mówi w Kijowie, superpremierem - będzie stary przyjaciel Kuczmy jeszcze z Dniepropietrowska Wołodymyr Jacuba.
Wprowadzenie sekretarzy stanu miało stworzyć profesjonalną elitę urzędniczą na Ukrainie na wzór zachodni. W naszych warunkach będzie to jednak fikcja. Podlegli prezydentowi sekretarze stanu będą de facto zarządzać ministerstwami. To od nich będzie zależeć liczba etatów w poszczególnych departamentach i wysokość zarobków. Premier Kinach, godząc się na takie rozwiązanie, pokazał, że jest całkowicie zależny od prezydenta.