Debata publiczna to źródło wszelkiego życia w świecie obywatelskim, a o taką debatę w Polsce, jak wielu z nas narzeka, jest bardzo trudno. Dlatego z zapałem usiadłem do lektury artykułu Witolda Gadomskiego ("Gazeta Świąteczna" z 9-10 czerwca), w którym podjął on wątek poruszony w "Res Publice Nowej" w lutym. Lepiej późno niż wcale, a Witolda Gadomskiego zawsze czytam chętnie i szanuję, nawet jeżeli się z nim nie zgadzam. Tym razem jednak autor pohulał sobie nieco nadmiernie i podważył sens debatowania, nie próbując oddać argumentów sformułowanych w "Res Publice" ani nawet nie wykazując odrobiny dobrej woli, by je zrozumieć. To już nie jest debata, ale rodzaj paszkwilu, chociaż w miarę kulturalnego.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp