Będzie leczony wirtualnymi lekami. Jego nieistniejąca skóra będzie pokrywać się opalenizną, a jeśli oparzy się - na przykład wrzątkiem (oczywiście wirtualnym), to pojawią się na niej bąble. Po zranieniu uruchomi się jego układ odpornościowy, a krew zacznie krzepnąć. Wszystko tak, jak w prawdziwym życiu. Projekt ten zakrojony jest na wiele lat i pochłonie miliardy dolarów. Czy jednak konieczna jest taka inwestycja?Taki cały nierzeczywisty?

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp