Buszujące w zbożu
Ostatni raz konie widziano w niedzielę na polu Wacława Bedyńskiego. Jego pszenica rośnie kilometr od wioski, prowadzi do niej wyboista ścieżka. - Płakać się chce. Całe stado przeleciało, naliczyłem 16 sztuk. Najadły się i wytarzały. Wszystko połamane, już nie dojrzeje - rolnik pokazuje duże place wygniecione w zbożu. Gdzieniegdzie widać ślady kopyt. Pan Wacław twierdzi, że konie z pobliskiej stajni Zbigniewa Majewskiego odwiedziły jego pole już po raz trzeci w tym miesiącu: - Przez te konie straciłem dwie tony pszenicy. A najgorsze jest to, że historia powtarza się co roku.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.