- Byłem niesfornym dzieckiem. Najpierw trenowałem ping-ponga. Później spodobało mi się judo, ale szybko zrezygnowałem z ćwiczeń, ponieważ nie chciano mi dać kimona. Zrezygnowałem też z pływania, bo instruktor kazał nam pływać przez pół godziny tylko "pieskiem", kłaść się na dnie, na dodatek wszystkie ćwiczenia wykonywaliśmy w zimnej wodzie - opowiada reprezentant Polski Witold Roman, który siatkarską karierę rozpoczynał w warszawskim MKS MDK, a ostatnio występuje w pierwszoligowym belgijskim zespole KNACK Roeselare.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp