Radio kwitnie dzięki desperatom
Bud Stiker, wiceprezes Radio Advertising Bureau w USA: Ponad dziesięć tysięcy. Tak duża liczba stacji lokalnych bierze się stąd, że choć Ameryka jest wielkim krajem, to nie ma zbyt wielu sąsiadów - graniczy tylko z Meksykiem oraz Kanadą. Już dawno załatwiliśmy problem interferencji sygnału radiowego [uzgodnienia zagospodarowania eteru na szczeblu międzynarodowym często spowalniają lub wręcz blokują rozwój radia w Europie - przyp. red.]. W lokalnym wymiarze nasza tradycja i kultura bardzo się różni od europejskiej - jest mniej scentralizowana. No i najważniejsza sprawa - radiofonia komercyjna ma u nas dłuższy staż niż w Europie - pierwsza prywatna rozgłośnia wystartowała w USA w listopadzie 1922 r. Można więc powiedzieć, że nasze radio zawsze było komercyjne. Musiało umieć dobrze sprzedawać się słuchaczom, bo jeśli im się nie udawało - to nie było reklamy. A gdy nie było reklamy - stacja nie miała pieniędzy. Jeśli zaś nie było pieniędzy - to nie było i radia. To stosunkowo proste.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.