Ja mam swoje medale
Simon Ammann: Kompletnie. Tego nie da się opowiedzieć. Zainteresowanie moją osobą i w kraju, i na świecie jest przeogromne i już zaczyna mi ciążyć. Bo z jednej strony ten sukces i popularność, jaką ze sobą niesie, to coś cudownego. Przecież tylu ludzi przyszło, żeby mnie powitać po powrocie z USA [szwajcarskie koleje podstawiły nawet specjalny pociąg, którym Ammann i jego kibice pojechali do rodzinnej miejscowości skoczka Unterwasser - red.], okazano mi tyle ciepła... Ale z drugiej popularność nie pozwala mi skoncentrować się na skokach. A ja jednak chcę nadal skakać, i to skakać bardzo dobrze. Ale już powoli zaczyna być lepiej. Już ta sława wietrzeje mi z głowy. W każdym razie tu, w Czechach, czuję się nieco bardziej zrelaksowany.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.