Kompetentny policjant, ujmujący w sposobie bycia. Zawsze życzliwy dla podwładnych, których traktował jak swoje dzieci, czasami ich karcąc, czasami chwaląc. Pogodny, o rozbrajającym uśmiechu. Był człowiekiem, który lubił czynić dobro. Jednocześnie przy swojej dobroci był katonem dla bandytów, złodziei i wszelkiej maści łobuzów. Dzięki Niemu Jego urząd, Pałac Mostowskich, przestał się kojarzyć warszawiakom z kazamatami bezpieki.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp