Ania się nie broniła
Ci pierwsi z niedowierzaniem kręcili głowami, słuchając, jak ci drudzy opowiadali o śmierci ich córki. "Prosiła cały czas, żeby nie robić jej krzywdy. Nie próbowała uciekać, nie krzyczała, nie dawała konduktorom żadnych znaków. (...) Powiedziałem do niej, żeby weszła do łazienki i przemyła twarz, bo była trochę zapłakana. (...) Kazałem jej otworzyć usta. Urwałem papierowy ręcznik, który zbiłem w kulę i włożyłem jej do ust. Nie broniła się. Drzwi wagonu już były otwarte. Popchnąłem ją i wypadła" - to z wyjaśnień Artura F. złożonych w prokuraturze. Przed sądem chłopak trochę zmienił tę wersję: - Ja pamiętam tylko, że ją okradliśmy, a co było potem, nie pamiętam, bo byłem pod wpływem narkotyków. O tym, że wypchnąłem tę dziewczynę z pociągu, powiedział mi Darek - oświadczył F.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.