Od pięciu lat idę tą samą drogą do pracy. Idę i przyglądam się ludziom. Pamiętam, jak parę lat temu moją uwagę zwrócił chłopaczek o niebanalnych rysach twarzy. Zapomniałam o nim szybko. Dzwonek do drzwi. Otwieram. Mężczyzna proponuje kupno perfum. Odmawiam. Zamykam drzwi i uświadamiam sobie, że gdzieś, kiedyś... Mija lato, jesień. Zima, jadę tramwajem. Widzę człowieka, ciągnie wózek z makulaturą. Jest niekompletnie ubrany. Znowu myślę, że skądś go znam... Lato 2005. Idę do pracy. Z daleka widzę, jak jakiś mężczyzna nagabuje przechodniów. Jest w samych bokserkach. Brudny, zaniedbany, wychudzony, ledwo trzyma się na nogach. Przechodzę tak blisko, że rozpoznaję w nim tego chłopaczka, który parę lat temu zwrócił moją uwagę. Już nie był tym samym człowiekiem. Odarty z ludzkiej godności. Szybko myślę, co robić. Wciskam w jego dłoń banknot. Widziałam wszystkie stadia losu tego człowieka. Widzę za dużo. Już nie lubię obserwować ludzi.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp