Do 60. min meczu Raków - Lechia częstochowscy kibice narzekali na nieskuteczność swoich napastników. Musieli przy tym docenić wysiłki bramkarza Lechii Damiana Jaroszewskiego. To głównie dzięki niemu goście przegrywali tylko 0:1. Ale nie zamierzali się tym zadowolić. Zielonogórzanie ambitnie dążyli do wyrównania. Groźnie na bramkę częstochowian strzelał Krzysztof Cierniak. Rozochoceni w atakach goście zostali skarceni w 65. min. Jednak prawdziwe nieszczęście dopiero nadeszło. Sędzia musiał ukarać Jaroszewskiego czerwoną kartką, gdy sfaulował gracza rywali, który wybiegał na tzw. czystą pozycję. Z tego osłabienia częstochowscy piłkarze skorzystali skwapliwie. Rezerwowy bramkarz Mirosław Kasprzak jeszcze trzy razy sięgał po piłkę do siatki.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp