Jak należało się spodziewać, niebo jest bez chmur, a palmy są zielone. Urzędnik, który fotografuje strona po stronie nasze paszporty, jest powolny i służbisty. Z ławki dźwiga się zgarbiona kobieta. Włosy ma ufarbowane na blond. Obie ręce opiera na kulach. Przygląda się. Sprawdza, kogo też zaprosiła do siebie. Mnie zaprosiła. Jej czujne oczy chowają się wśród zmarszczek i ukazują się drobne zęby, poplamione jaskrawą szminką. Kobieta się uśmiecha. Mogłoby to oznaczać wstępną aprobatę. Ale ona uśmiecha się do słów, które zamierza powiedzieć. No? mówi. I jak się pani to podoba, że Cypa Gorodecka z Janowa koło Pińska czeka na panią w Rio de Janeiro?

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp