Znowu będzie o robieniu sobie marketingowego makijażu, czyli poprawianiu wizerunku, czasem na siłę, choć niekoniecznie z głową. I nie tylko. Od lat obserwuję samorządy i widzę, że dla wielu nic nie jest ważniejsze od własnego obrazu, nawet jeśli ma on urodę portretu trumiennego. Ważne, żeby było sprytne hasło i ładne logo, choć wkoło tandeta i pasteloza.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp