Krakowskie forty na liście UNESCO?
KRZYSZTOF WIELGUS: W obu przypadkach to nie jest dobry pomysł. Zagrożenia dla zabytków dawnej twierdzy wynikają z ponadstuletnich zaszłości. Pierwotne cechy budowli sprzed ponad wieku mogą być traktowane jako kontekst lub tylko pretekst do ich wykorzystania. Dobrze, że teraz opinia publiczna i konserwatorzy zwracają baczniejszą uwagę na Twierdzę Kraków, na którą należy patrzeć jako na całość. To ogromna superstruktura, większa niż samo miasto. Składa się z bardzo różnych obiektów. Ich specyficzne cechy trzeba brać pod uwagę już na etapie opracowywania programu funkcjonalno-użytkowego. Wszyscy zgadzamy się co do wartości architektury sakralnej czy rezydencjonalnej albo kamienic. Obiekty inżynieryjne ciągle stanowią terra incognita . Są zabytkami, ale takimi trochę gorszymi. W Polsce nadal nie szczycimy się nimi tak, jak robią to np. Czesi, Niemcy, Francuzi czy Anglicy; jest to takie nieoczywiste dziedzictwo. Niestety, deweloperzy nadal patrzą na forty jedynie jak na źródło terenu pod inwestycje. Na poziomie planowania, projektowania, a nieraz i opiniowania inwestycji brak zrozumienia dla takich inżynieryjnych "zabytków-niezabytków". Choćby tego, że wartości każdego fortu zawarte są w czterech równoważnych elementach: kubaturowych (najczęściej zauważanych); w specjalnie formowanych masywach ziemnych (traktowanych jako wartość znacznie rzadziej), w zieleni fortecznej i otwarciach ogniowych, przekładających się dziś na powiązania widokowe - zauważanych najrzadziej i praktycznie niechronionych. Stąd wokół Lunety Warszawskiej dopuszczono zabudowę. Warunki konserwatorskie są co prawda restrykcyjne, a czasami wręcz sprzeczne z zapisami planu, ale dopóki plan nie zostanie zmieniony, to właściciel fortu będzie mógł budować. Przy czym uważam, że jego podejście do konserwacji samego fortu jest wzorowe.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.