Odcinek pierwszy, noc ze środy na czwartek 24 lutego, po północy. Wołodymyr Zełenski stoi przed kamerą w garniturze, za nim mapa Ukrainy. - Próbowałem dziś dodzwonić się do prezydenta Rosji Władimira Putina. Odpowiedzią była cisza - rozpoczyna orędzie do obywateli Federacji Rosyjskiej. Zachód wszystkimi kanałami alarmował, że inwazja zacznie się lada chwila. Rosyjskie jednostki zajęły pozycje wyjściowe, podciągnięto artylerię, rozstawiono szpitale polowe. - Atakując, zobaczycie nie nasze plecy, ale nasze twarze - mówi Zełenski i wylicza Rosjanom, że ich propaganda kłamie. Że Ukraińców nie trzeba wyzwalać, bo są wolnymi ludźmi. Że Ukraińcy nie nienawidzą Rosjan. Że chce pokoju. Wygląda na desperata, który chwyta się ostatniej deski ratunku.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp