Gdy była mała i gdy jeździła z ojcem pociągiem do miasta po przędzę na jego kilimy, siadywała zawsze przy oknie i udawała, że jej wzrok jest czymś materialnym - powiedzmy, jak pędzel, jak miękki wysięgnik, który może dotknąć każdą widzianą rzecz i nawet zostawić na niej swój ślad - rodzaj znaku czy pieczęci, żeby oznaczyć raz na zawsze to, co się zobaczyło.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp