To pierwszy tomik poetycki w dorobku autora, urodzonego niewiele ponad ćwierć wieku temu w Gnieźnie. W Gdańsku Jung przebywa od kilku lat, studiując w Akademii Muzycznej klasyczny śpiew. Wiele jego wierszy zbudowanych jest na podobnej zasadzie i z użyciem zbliżonej strategii: autor odnosi się do klasycznych tekstów i zjawisk światowej kultury, by przedstawić je w zupełnie innych niż do tej pory kontekstach i perspektywach. Często zabieg ten polega na przeniesieniu tradycyjnych motywów do świata współczesnej popkultury. Najciekawszym przykładem jest wiersz "Kantyczka przechodnia", w którym bezlitośnie rozprawia się z rzeczywistością, umieszczając w niej postacie muz. Efekt może przerazić: Melpomenie "szminka śmierdzi", a Klio "ma downa". W innych utworach autor m.in.: przypomina opisywaną w "Trenach" córkę Kochanowskiego, rozmawia z W. B. Yeatsem. Jego utwory stają się forum rywalizacji starego z nowym, tradycji ze współczesnością, a fundamenty dzisiejszej kultury zyskują nowy wymiar w zderzeniu z banalnością dnia dzisiejszego. W tropieniu tej ostatniej autor zdaje się mocno gustować, obserwując reklamowe billboardy, wieżowce, dworce albo podsłuchując, a potem naśladując mowę polityków. Wszyscy ciekawi wyników tej obserwacji powinni zajrzeć do tego tomiku.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp