Ministerstwo Zdrowia gorączkowo szuka pieniędzy dla lekarzy. Od 1 stycznia czas ich pracy zgodnie z unijnymi przepisami zostanie skrócony do 48 godzin tygodniowo. Lekarze są skłonni zgodzić się na nadgodziny, ale tylko za wyższe wynagrodzenia. Wczoraj minister zdrowia Ewa Kopacz przedstawiła im nowe propozycje. Przekonała prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza do wykorzystania na lekarskie pensje ponad 80 mln zł pochodzących z tzw. nadwykonań, czyli pieniędzy, jakie należą się szpitalom za zabiegi wykonane ponad umowy z NFZ. Do tej pory były one przeznaczane na oddłużanie placówek. Deską ratunku może być także zwiększenie stawek za zabiegi medyczne, oraz możliwość łączenia dyżurów (lekarz dyżurujący np. na izbie przyjęć będzie mógł jednocześnie pracować na innym oddziale). Część dyżurów mieliby także obsadzić rezydenci, czyli lekarze w trakcie specjalizacji. Do tej pory mogli pełnić dyżury tylko pod nadzorem innego lekarza.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp