Teatr Cudu I Magii
TOMASZ BRZEZIŃSKI: Dlatego, że jestem z urodzenia i z wykształcenia lalkarzem. Czarny teatr jest teatrem lalek, ponieważ w nim też ożywia się przedmiot. W świecie teatru lalek obracam się od 41 lat. Moja matka była plastyczką, robiła scenografie dla warszawskiego Baja, ilustrowała książki dla dzieci. Z czarnym teatrem zetknąłem się po raz pierwszy w latach 60. na Festiwalu Teatrów Lalkowych w Pradze. Występował tam czeski teatr Alhambra. Nie oglądałem, co prawda, jego najsłynniejszego przedstawienia "Laterna magica", lecz inne, które mnie zachwyciło. Z kolei w połowie lat 70. na Międzynarodowym Konkursie Solistów Lalkarzy w Białymstoku obejrzałem teatr Sivina z Bułgarii, prowadzony przez Ivana Sivinowa, jego żonę i córkę. Był to kilkuczęściowy spektakl "Metamorfozy". Zdrętwiałem z wrażenia. Jedna z miniatur zrobiona była przy pomocy szmat, w ultrafioletach, czyli w konwencji czarnego teatru. To było coś niesamowitego. Postanowiłem, że to trzeba powielić, że teatr Sivinowa musi mieć kontynuację.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.