W piątkowe popołudnie wybrałem się do jednej z największych i najnowszych galerii handlowych w Katowicach. Jak na ogromną reklamę tego miejsca i zapowiedzi, że ma się stać "nowym centrum miasta" i "wizytówką regionu", w środku było bardzo mało ludzi. Tłumek głównie gimnazjalistów oblegał stoliki w strefie restauracji serwujących frytki, burgery i colę. Na korytarzach wyższych kondygnacji hulał wiatr.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp