MISTRZ UBU SIEDZI W SZATNI
Zamiast pawich piór w słabo nasłonecznionej części ciała. Zamiast czerwonych dywanów, szpilek, krawatów. Zamiast egzaltowanej celebry i wyfraczonych konwersacji. Zamiast bicia piany towarzyskiej śmietany. Zamiast fraz padających ze sceny niczym sypiące się hurtem perły. Zamiast teatralizacji a la przerośnięty Stanisławski. Zamiast aktora, który umiera na scenie, po czym wychyla setkę w bufecie. Zamiast sztuki zamieszkującej tak wysokie, obłoczne rejony ducha, że już nawet pięt jej nie widać. Zamiast. Zamiast tego wszystkiego, proponujemy sztukę chropowatą, bez retuszy i liftingów, która mówi światu: "sprawdzam!" i tłucze lustra artystowskiego samozadowolenia. Sztukę tożsamą z życiem jak marchewka i groszek, jak rewers i awers jednej monety.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.