Po ostatnich ulewach olbrzymie pole golfowe przypomina bagno. Tu i ówdzie widać duże rozlewiska wody. Trawa zniknęła pod grubą warstwą szlamu. Na ziemi leżą śnięte ryby. Wczoraj na polu pracowało kilka pomp, które miały osuszyć pole. - Woda sięgała po pas. Na szczęście pomogli nam strażacy. Bez tego byłoby jeszcze gorzej - mówi nam jeden z ogrodników zatrudniony w Golf Club Pszczyna.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp