Na monumentalnych dekoracjach - szaro-czarnych kamiennych wieżach i bocznych kulisach - naklejone są gałęzie. Las Birnamski, znak finałowej zagłady Makbeta, jest na scenie od początku, jak memento. Scenę obficie zasnuwają dymy, a efekt ten, uzasadniony w scenach z czarownicami, urzędującymi na bagnisku, staje się dość irytującym i nadużywanym chwytem. Podczas zmian dekoracji szaleją burze i wichry, czarne niebo rozświetlone gwiazdami jest świadkiem zabójstwa Banka, czerwone światło zalewa scenę, gdy mordowany jest Dunkan. Trudno odmówić konsekwencji w stosowaniu tych dość oczywistych środków, choć rezultatem jest tautologia. Groza tego najbardziej obsesyjnego (jak pisał Jan Kott) Szekspirowskiego świata, przełożona przez Verdiego na muzykę, została tutaj wyłożona dosłownie. Wszystko jest wielkie, groźne, ponure, ekspresyjne - i nic zasugerowane, dyskretne, prawdziwie przejmujące. Scena Teatru im. Słowackiego jest trochę za mała na taki monumentalizm, i gdy wchodzi chór, robi się na niej po prostu ciasno.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp