"Szopka z komputera"
Aktorzy bydgoskiego Teatru Polskiego zakładają maski znanych postaci, wychodzą na scenę kawiarni "Węgliszek" (zapełnionej po brzegi) i śpiewają zgrabne kuplety pióra Zdzisława Prussa, do znanych melodii. Autor występuje tu zresztą w roli narratora. Pomaga mu pani blondynka (w peruce), która udaje, że się zna na komputerze. Z ekranu tego urządzenia co rusz wywołuje się jakąś postać, a ta wkracza na scenę. I leci kuplecik. Wiceminister obrony narodowej Janusz Zemke zaśpiewał w kołobrzeskim stylu, że "czuwać musi Zemke, by nie przeszkodził wróg". Zakończył przysięgą "tak mi dopomóż Bóg". Potem wywołano Wojciecha Mojzesowicza w biało-czerwonym krawacie Samoobrony. Jego piosnka ekspresywnie na melodii utworu Urszuli "Konik" wieściła: "Za rok może dwa, ja mogę być wojewodą". Potem pokazał się zrezygnowany Tokarczuk z partyzancką nutą na ustach ("Jam co jajom się nie kłaniał"). I tak pojawiali się kolejno wybrani politycy według klucza hierarchii: najpierw reprezentacja Bydgoszczy w Warszawie, a potem lokalni przodownicy. Był też żużlowiec Tomasz Gollob i ludzie kultury.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.