W Klubie 13 Muz redaktor Stanisław Rakowski wita kordialnie Zenona Kliszkę, drugą osobę w PRL-u za czasów Gomułki. To ewenement, aby kostyczny Kliszko, znany ze swojej podejrzliwości wobec twórców, chciał tu zajrzeć. W Warszawie byłoby to niemożliwe. A tu jest wieczór poezji i jakiś jubileusz klubu. Zebranym szeroko rozszerzają się oczy i opadają szczęki, gdy nagle Kliszko wyciąga z kieszeni niewielką książeczkę z poezją patriotyczną Cypriana Kamila Norwida i z przejęciem deklamuje, zwłaszcza te wiersze, które chłoszczą przywary rodaków i wołają o bezkompromisowe oddanie sprawie narodowej. Kliszko, prawnik z wykształcenia, upaja się własnym głosem. Już aktor, a nie partyjny urzędnik. - Taką poezję powinno się pisać - mówi na koniec swego wystąpienia prominentny deklamator. - A nie pornografomanię.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp