Defibrylatory od mieszkańców
To, jak bardzo defibrylatory są potrzebne w przestrzeni miejskiej, udowodnił dr Tomasz Łopaciński z Katedry i Kliniki Medycyny Ratunkowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, który przejrzał 100 tys. kart wyjazdowych trójmiejskich stacji pogotowia ratunkowego z lat 2010-2011 i odkrył, że w 500 przypadkach do nagłego zatrzymania krążenia doszło w miejscach publicznych. Najczęściej na ulicy. Części chorych nie udało się uratować, bo pomoc przyszła za późno. Byłoby inaczej, gdyby czekając na pomoc ktoś użył defibrylatora - jeśli zastosuje się go w ciągu 3 minut, daje to choremu znacznie większą szansę na przeżycie.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.