Nie lubię tego filmu
Ewa Obrębowska-Piasecka: Powiedział Pan poznańskim widzom, że film "To my" powstał z "wkurzenia" na własną córkę. Co Pana "wkurza" w dzisiejszych szesnastolatkach?
Waldemar Szarek: Relatywizm. Oni nie wiedzą, co jest złe, a co dobre. Zatarły im się wszystkie granice.
A czy to nie my - dorośli - pozacieraliśmy im te granice?
- Ja z całą pewnością nie robiłem tego świadomie. Może poszłoby mi lepiej, gdyby moje dziecko nie chodziło do przedszkola, gdybym miał dla niej mnóstwo czasu i stale się nią zajmował...
Ale większość z nas posłała dzieci do przedszkola i większość ma dla nich za mało czasu.
- No tak.
Mówił Pan przed chwilą młodym ludziom, że "ściąganie" jest nieetyczne. Z tego "ściągania" robi Pan w swoim filmie świetną scenę, która przede wszystkim widzów bawi.
- A co mam robić? Płakać nad tym?
Śmiechem reagowali dziś widzowie także na dwie sceny bardzo brutalne: bójkę za pomocą kijów baseballowych i zasypywanie piachem jednej z bohaterek. Nie dziwi Pana ten śmiech?
- A na zastrzelenie też reagowali śmiechem?
Nie.
- No, widzi pani. Bo coś mieści się w granicach ich doświadczenia, a coś się nie mieści. Widzieli w swoim życiu kije, może się zdarzyć, że ktoś po podwórku przeciągnie dziewczynę, ale strzał to jest strzał. Chciałem pokazać granicę. Na coś się godzimy, pozwalamy, przymykamy oko, a potem sytuacja nas przerasta. Śmieli się z dresiarzy, bo ci dresiarze są po prostu zabawni. Też są młodymi ludźmi.
Szkoda Panu tych scen z dresiarzami, które - jak Pan mówił - nie znalazły się w filmie jako zbyt brutalne?
- Bardzo. Ale dziś to już nie ma żadnego znaczenia. Jestem podpisany pod tym filmem i koniec. Żałuję tylko, że nie dołączyłem ich do filmu na DVD.
Jedna z dziewczyn proszących Pana o autograf powiedziała przed chwilą, że to najlepszy polski film.
- E, nie. Niewiele jeszcze filmów widziała.
A może powiedziała tak po prostu dlatego, że to film o niej i dla niej?
- Starałem się, żeby tak było, ale...
Nie kocha Pan tego filmu?
- Wiąże się on dla mnie ze śmiercią mojego przyjaciela - Jacka Janczarskiego. Razem pisaliśmy scenariusz, on zmarł trzy dni przed premierą. No, nie lubię tego filmu. I tak się czasem zdarza.