Niepodległa i równa
NINA GABRYŚ: Teoretycznie nie. Kobiety są nominowane do Złotych Lwów, do Nike. Znamy nazwiska reżyserek, pisarek, aktorek. Tworzyć przecież może każdy. Więc można zapytać, gdzie ta dyskryminacja? A jednak, jeśli popatrzymy na liczby i statystyki, to nagle kobiet brakuje. Weźmy na przykład konkursy literackie. Silesius - 2 kobiety i 8 mężczyzn, Orfeusz - 6 kobiet i 14 mężczyzn. Czyli co: kobietom brakuje tuszu w drukarkach? Ciężko mi uwierzyć, że żaden z 20 tomików zakwalifikowanych do nagrody im. Wisławy Szymborskiej nie zasługiwał na nominację. Podobne nierówności występują w innych dziedzinach sztuki. Ten problem bardzo dobrze podsumowała prof. Ewa Graczyk. Powiedziała, że od artystek nie oczekuje się rewelacji. Ich geniusz artystyczny przychodzi z nieoczekiwanej strony, na którą nie spoglądają krytycy, wydawcy, dyrektorzy festiwali. Więc każdy przejaw sztuki ze strony kobiety jest traktowany jak niespodzianka. Lubimy to, co znane. A sztuka kobiet nie jest znana, nie znajdziemy jej w podręcznikach. Jej ślady często zaginęły, a nawet, jak w przypadku rzeźb Katarzyny Kobro, spłonęły. Żona Władysława Strzemińskiego, żeby ogrzać pokój dziecka, paliła swoimi pracami w piecu. No bo przecież nigdy nie paliłaby prac męża!
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.