Kiedy będzie stan pokoju?
Ideę wysunął w weekend premier Ljubczo Georgievski. Od ponad tygodnia władze nie radzą sobie z atakami albańskich rebeliantów na północy kraju. Partyzanci używają cywili jako żywe tarcze.
Zamiar wprowadzenia stanu wyjątkowego wywołał protesty UE, NATO oraz wchodzącej do koalicji rządowej Demokratycznej Partii Albańczyków. Jej lider Arben Xhaferi zagroził wyjściem z koalicji. - Jesteśmy przeciwni militaryzowaniu kryzysu - tłumaczył. Javier Solana, komisarz UE ds. bezpieczeństwa, mówił w Skopie, że przyjechał rozmawiać "nie o stanie wojennym, ale o stanie pokoju". Do Macedonii pospieszył także sekretarz generalny NATO lord George Robertson, który nazwał rebeliantów "zbrodniczymi rzezimieszkami, których celem jest zniszczenie demokratycznej Macedonii".
W okolicach Kumanova słychać było w poniedziałek sporadyczne strzały. Do kilku ostrzeliwanych przez wojsko macedońskie wsi albańskich wjechali przedstawiciele międzynarodowych organizacji humanitarnych. Ich zdaniem oprócz rebeliantów w wioskach jest ok. 2 tys. cywili. Wzrasta liczba albańskich uchodźców, którzy uciekają z Macedonii do Kosowa. Szacuje się, że od tygodnia do tego miasta przedostało się 3,5 tys. macedońskich Albańczyków.