Skończyć z watażkami
Konflikt rozpoczął się, gdy w zeszłym tygodniu premier Karzaj mianował gubernatorem prowincji Paktia Padszacha Chana Zadrana. Przewodniczący miejscowej rady plemiennej Hadżim Saifullah nie uznał tej nominacji i oświadczył, że wcześniej mieszkańcy wybrali jego na ten urząd.
Walki wybuchły w środę, gdy żołnierze Zadrana wjechali do Gardezu leżącego 120 km na południe od Kabulu i próbowali rozbrajać ludzi Saifullaha. W czwartek starcia były tak zażarte, że ludność Gardezu zaczęła uciekać z miasta. Bitwa zakończyła się wieczorem, gdy wojownicy Saifullaha wyparli wojska rywala. Obydwie strony ogłosiły w piątek rozejm, by wymienić jeńców, pochować poległych i zająć się rannymi.
W piątek żołnierze Zadrana wycofali się w góry 25 km na południe od Gardezu, a wojska Saifullaha obwarowały się w pięćsetletniej twierdzy w centrum miasta. Saifullah podał, że w walkach zginęło 20 jego ludzi i 30 cywili. Straty przeciwnika ocenił na 50 zabitych. Rzecznik Zadrana mówi, że poległo tylko 11 żołnierzy gubernatora.
Zadran i Saifullah przewodzą dwóm skłóconym klanom pasztuńskim i mają ze sobą od dawna na pieńku. W grudniu Saifullah oskarżył Zadrana o to, że przekazał Amerykanom fałszywą informację o talibach i terrorystach al Kaidy, by doprowadzić do ataku komandosów amerykańskich na ludzi Saifullaha. Samoloty USA zbombardowały wtedy koło Gardezu konwój samochodów, którymi według Saifullaha jechali do Kabulu przedstawiciele związanej z nim starszyzny plemiennej na uroczystość zaprzysiężenia rządu Karzaja. Amerykanie twierdzili, że był to konwój talibów i członków al Kaidy. W środę i czwartek, gdy w Gardezie trwała bitwa, samoloty amerykańskie krążyły nad miastem, ale nie interweniowały. Również żołnierze amerykańskich sił specjalnych stacjonujący na południe od Gardezu nie opuszczali bazy.
Walki w Gardezie są najkrwawszym konfliktem plemiennym w Afganistanie od czasu objęcia władzy przez premiera Karzaja. Informacje o waśniach etnicznych i plemiennych nadchodzą także z Kunduzu na północy, Heratu na zachodzie i Helmandu na południu. Nowy premier zapowiedział w niedzielę zdecydowaną walkę z lokalnymi watażkami. - Musimy skończyć z komendantami wojennymi w tym kraju - mówił Karzaj.