Nasi radykałowie od dawna twierdzą, że w Polsce są przynajmniej dwa narody - "swój" i "obcy", pokrzywdzeni i zadowoleni, złodzieje i okradani. I wyciągają z tego wniosek: by przywrócić jedność i porządek, należy zniszczyć tych innych. To myślenie zawsze wywoływało sprzeciw. Było jasne, że niesie ono widmo społecznej wojny. Dziś też opieramy się tym "wojennym" formułkom. Ale zarazem narasta w nas zwątpienie, czy nie jesteśmy na nie skazani. Przysłuchując się przerażonym głosom, odnoszę wrażenie, że coraz więcej ludzi akceptuje tezę, którą wcześniej uważali za fałsz: dzielimy się na odrębne społeczności. Tyle że w tej "naszej" wersji jedni przyklaskują radykalnym demagogom, a inni wciąż cenią demokratyczny ład. Ten pogląd to świadectwo zwycięstwa barbarzyńców. Bo jeśli i nami zawładnie myśl, iż pośród nas żyje niepojęta i już stracona część wspólnoty, z którą nie mamy nic wspólnego - będziemy musieli uznać awanturniczych radykałów za jej jedynych reprezentantów. I tak wesprzemy śmiertelnie niebezpieczny pogląd o istnieniu dwóch społeczeństw - naszego i "tamtych". Zresztą, po wyborach parlamentarnych wszyscy wiedzieli, że w trudnej sytuacji gospodarczej, przy rosnącym bezrobociu takie ugrupowania jak Samoobrona czy LPR będą miały powodzenie. Nic nowego się nie zdarzyło. Dlaczego więc teraz lękamy się tego, co wcześniej uważaliśmy za oczywiste? To rezultat nie tyle siły skrajnych stronnictw, ile słabości zwykłej polityki. I rządzący, i opozycja, zamiast prowadzić racjonalną debatę o trudnych problemach, nader często szukają sztuczek z repertuaru populistów, by powiedzieć jak najmniej. Jakby wszyscy byli przekonani, że ludzie nie pojmują argumentów. Tak wspiera się radykalnych demagogów. Jednak mimo to nie odnoszą oni sukcesów w uwodzeniu Polaków. Jasne, ich czas może jeszcze nadejść, ale stanie się to łatwiej, jeśli przyzwyczaimy się, że część narodu jest "ich". Bo nie jest.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp