Mercedes należący do nowosądeckiej firmy zajmującej się transportem niebezpiecznych odpadów poszpitalnych został skradziony w czwartek wieczorem spod Castoramy przy ul. Wróblewskiego.

Kierowca, który powinien zawieźć ładunek prosto do pobliskiej spalarni przy ul. Mińskiej, wszedł do marketu kupić sobie butlę gazową. Policjantów zapewniał później, że samochód zostawił zaledwie na dziesięć minut.

- W środku były trzy tony niebezpiecznych dla zdrowia i życia odpadów, dlatego o tej kradzieży zaalarmowaliśmy całą Polskę - mówi Marek Machwitz z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Auto przewoziło m.in. przeterminowane leki, pooperacyjne odpady oraz płyny ustrojowe - w tym krew, która mogła być zarażona wirusem HIV lub innymi chorobami zakaźnymi.

W 20 pojemnikach, zamkniętych hermetycznie, były pooperacyjne szczątki. Oprócz tego ciężarówka wiozła worki z lekarstwami i jednorazowymi fartuchami lekarskimi.

Odpady pochodziły m.in. ze szpitali i przychodni w Wieluniu, Brzegu i Wrocławisu.

Biały mercedes zauważyli w piątek tuż po godz. 18 policjanci ze Zgierza. Porzucone auto stało na stacji benzynowej BP w Sierpowie pod Ozorkowem. - Odgrodziliśmy teren i czekamy na przyjazd sanepidu - powiedziała "Gazecie" Katarzyna Zdanowska z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Akcja przetransportowania ładunku do spalarni może potrwać do późnej nocy. Trzeba zbadać, czy odpady są w nienaruszonym stanie.

Prokuratura nie wyklucza postawienia zarzutu niedopełnienia obowiązków kierowcy, który zostawił na parkingu samochód z niebezpiecznym ładunkiem.

Zapraszamy na forum "Gazety": forum.gazeta.pl/lodz

[Podpis pod fot.]

Samochód z niebezpiecznym ładunkiem odnaleziono w Sierpowie