Coraz bardziej denerwują mnie "nowe formy kontaktów interpersonalnych" lansowane przez agencje szkolące pracowników banków, salonów samochodowych czy sieci telefonicznych. Przychodzę do sprzedawcy, siadam przy biurku, a nieopierzony młodzian z drugiej strony od razu zaczyna rozmowę: "Panie Michale, oferujemy panu nasz produkt...". Dzwoni konsultant z sieci telefonicznej i bez ogródek traktuje mnie podobnie: "Panie Michale, proponujemy panu przejście do innej taryfy...". Nie jestem wprawdzie matuzalemem, ale te "nowe formy kontaktów interpersonalnych" nie uznają żadnych granic wiekowych. Sędziwy profesor prawa, postać wielka i znana, staje przed bankowym okienkiem, a tam dwudziestoletnia panienka od razu nawija: "Otóż, panie Januszu, stan pańskiego konta...". Wielka artystka po osiemdziesiątce kupuje wycieczkę na Bahamy, a w biurze podróży świeży absolwent marketingu i zarządzania bez ogródek zaczyna: "Pani Wando, proponuję pani pobyt...".

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp