Gdy państwo da sobie więcej praw, niż zdoła unieść, pojawiają się problemy. Belgowie w 1993 r. wprowadzili u siebie uniwersalną jurysdykcję - by każdego zbrodniarza wojennego, z najdalszego zakątka świata, móc sądzić u siebie. Po dziesięciu latach musieli zmienić prawo, bo Palestyńczycy chcieli stawiać przed ich sądem Izraelczyków, Izraelczycy Palestyńczyków, Irakijczycy Busha. I wszystkich in absentia, bo przecież żaden oskarżony przed sędzią się stawić nie zamierzał ani jego kraj nie zamierzał go wydać. O wątpliwościach, jakie budzi zasada uniwersalnej jurysdykcji, mówi Ludwice Włodek-Biernat amerykański publicysta Michael Walzer.

To tylko fragment artykułu. Aby czytać dalej, kup dostęp poniżej.

4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.

Kup dostęp