"ŚWIĄTECZNA" KRZEPI
W zeszłą niedzielę przeżyliśmy polskie déjvu. Kondukt, który szedł na Wawel, wyszedł prosto z serialu "Królowa Bona". Byli biskupi w fioletach, senatorowie, hetmani wielcy i polni, kawaleria, a nawet bractwo kurkowe w strojach szlacheckich. Nie, wcale się z tego nie śmieję - jak pisze w eseju o żałobie jako o obrzędzie przejścia prof. Joanna Tokarska-Bakir, żałoba rządzi się swoimi prawami, dochodzą do głosu rytuały, które znamy od wieków, w których jesteśmy zakorzenieni. Choć sama obawia się, że pochówek na Wawelu może oznaczać odmowę przyjęcia tej śmierci do wiadomości, "sakralne zabalsamowanie w polskich zaświatach narodowych", dodaje jednak, że również "można w tym widzieć rzecz naturalną". Zapewne duża część społeczeństwa nie zobaczyła w takiej formie pogrzebu żadnego dysonansu.
4 miliony tekstów od 1989 roku.
Zyskaj dostęp do archiwalnych treści "Gazety Wyborczej".
Znajdź historie, których szukasz.